22 grudnia 2025

"A jednak trochę patrzy..." - o świątecznym 'myciu okien' i nieocenionym wpływie rytuałów

Co roku, przed świętami, wraca to samo zdanie: „Jezus nie patrzy na to, czy masz umyte okna.” I trudno się z nim nie zgodzić. Święta nie są konkursem czystości, a sens Bożego Narodzenia nie zależy od połyskującej podłogi ani idealnie wypieczonego sernika.

Coraz częściej słyszymy też, że najważniejsze są relacje, bliskość, bycie razem, a nie przygotowania. Że warto odpuścić, zwolnić, nie robić nic „na pokaz”. I to również jest prawda — bardzo potrzebna, zwłaszcza w świecie przeciążenia i nadmiaru.

A jednak…coś w tych przedświątecznych porządkach wciąż ma znaczenie. I nie jest to wcale sprzeczne z ideą uważnych, relacyjnych świąt.

 

Rytuał, który porządkuje coś więcej niż dom

 

Mycie okien, sprzątanie, pieczenie ciasta raz w roku — to nie są tylko praktyczne czynności. To rytuały. A rytuały od zawsze pomagały ludziom przejść z jednego czasu w drugi.

Przed świętami nie tylko sprzątamy przestrzeń. My porządkujemy przejście. Z codzienności w coś wyjątkowego. Z „tak jak zawsze” w „inaczej niż zwykle”.

Ten wysiłek — nawet jeśli męczący — sygnalizuje: to jest ważne. To, co nadchodzi, zasługuje na przygotowanie.

 

Wysiłek, który nadaje znaczenie

 

Jest w przedświątecznych porządkach coś, co dzisiaj łatwo zgubić: dobrowolny wysiłek. Zrobienie czegoś nie dlatego, że muszę, tylko dlatego, że chcę nadać temu znaczenie.

Umycie okien, mimo zmęczenia. Upieczenie ciasta, choć łatwiej byłoby kupić gotowe. Zrobienie czegoś „ponad minimum”.

To są drobne akty rezygnacji z wygody. I właśnie dlatego mają moc.

Psychologicznie wiemy, że to, co kosztuje, jest przeżywane jako ważniejsze. Wysiłek sprawia, że łatwiej wejść w stan uważności, świętowania, odświętności. Że święta nie „dzieją się same”, ale są czymś, do czego się przygotowujemy — także wewnętrznie.

 

Ciało też potrzebuje świętować

 

Porządki przedświąteczne są bardzo cielesne. To ruch, zmęczenie, zapachy, dotyk, zmiana przestrzeni. One angażują nas inaczej niż deklaracje i hasła.

Czasem łatwiej jest umyć okno niż „wejść w świąteczny nastrój”. Ale to mycie okna może być właśnie drogą do tego nastroju.

Ciało, które pracuje, szybciej rozumie, że nadchodzi coś innego. Że czas się zmienia. Że warto zwolnić.

 

Nie zamiast relacji — dla relacji

 

Problem nie zaczyna się wtedy, gdy myjemy okna. Zaczyna się wtedy, gdy sprzątanie staje się ważniejsze niż ludzie.

Ale to nie oznacza, że trzeba z niego rezygnować. Raczej — przywrócić mu właściwe miejsce.

Porządki nie muszą być przeciwko relacjom. Mogą być dla nich.

Bo dom przygotowany na święta to komunikat: „Czekam. Zależy mi. Chcę, żeby było tu inaczej niż zwykle.”

Nie chodzi o perfekcję. Chodzi o intencję.

 

Święta potrzebują progu

 

Każde ważne wydarzenie potrzebuje progu. Czegoś, co oddziela „przed” od „po”. Dla jednych jest to cisza, dla innych modlitwa, dla jeszcze innych właśnie porządki, zapach ciasta, czysta przestrzeń.

Umyte okna nie są celem. Są znakiem przejścia.

I może nie chodzi o to, by robić wszystko. Ani o to, by robić nic.

Może chodzi o to, by zrobić coś, co:

  • trochę kosztuje,

  • trochę męczy,

  • ale pomaga poczuć, że to nie jest zwykły czas.

  •  

Zmęczenie, które ma sens

 

Jest różnica między wyczerpaniem a zmęczeniem, które niesie znaczenie. To drugie — choć realne — potrafi pogłębiać przeżywanie. Sprawia, że święta nie są tylko ideą, ale doświadczeniem.

I jeśli w tym roku umyjesz okna nie dlatego, że „trzeba”, ale dlatego, że chcesz zaznaczyć wagę tego czasu —to być może zrobisz dla siebie i swoich bliskich więcej, niż myślisz.

Nie wszystko, co ważne, jest lekkie. Nie wszystko, co męczące, jest bez sensu.

Czasem właśnie w tym wysiłku zaczyna się świętowanie.